AudaTours logoAudaTours

Przewodnik audio po Stavanger: Most do kultury i odyseja innowacji

Audioprzewodnik15 przystanków

Nad Stavanger wznosi się wieża strażnicza, której kamienne mury odbijają echa sekretów i syren z miasta ukształtowanego przez boom naftowy i dziennikarstwo goniące za nagłówkami. Narzuć własne tempo podczas tej wycieczki audio z przewodnikiem po tętniących życiem ulicach, zacienionych zakątkach i niezapomnianych historiach, zazwyczaj ukrytych przed przypadkowym wędrowcem. Kto szturmował wieżę Valberg pod osłoną mgły pewnej desperackiej nocy? Jaki wybuchowy nagłówek wstrząsnął Rogalands Avis i niemal uciszył pokolenie głosów? Dlaczego Norweskie Muzeum Ropy Naftowej trzyma stary hełm do nurkowania zamknięty za szybą, z dala od wścibskich oczu? Śledź trasy buntowników i reporterów. Nasłuchuj szeptów krążących wzdłuż portu, gdzie fortuny powstawały i przepadały. Wkrocz do światów, gdzie niebezpieczeństwo migotało w druku gazet, a ambicja wspinała się kamień po kamieniu ku legendzie. Nieopowiedziane historie Stavanger odsłaniają się z każdym Twoim krokiem. Zacznij teraz. Odkryj to, co drzemie pod nagłówkami gazet i ponad panoramą miasta.

Podgląd trasy

map

O tej trasie

  • schedule
    Czas trwania 70–90 minsIdź we własnym tempie
  • straighten
    2.3 km trasy pieszejPodążaj wyznaczoną trasą
  • location_on
    LokalizacjaStavanger, Norwegia
  • wifi_off
    Działa offlinePobierz raz, korzystaj gdziekolwiek
  • all_inclusive
    Dożywotni dostępOdtwarzaj ponownie w dowolnym momencie
  • location_on
    Start przy Szkoła Artystyczna w Stavanger

Przystanki na tej trasie

lock_open 3 darmowych podglądów · 12 odblokuj po zakupie

  1. Aby dostrzec Szkołę Artystyczną w Stavanger, spójrz na biały budynek z centralną wieżą w pastelowych kolorach, ozdobioną dużym, kwiecistym muralem - nie da się pomylić! Stoisz…Czytaj więcejPokaż mniej

    Aby dostrzec Szkołę Artystyczną w Stavanger, spójrz na biały budynek z centralną wieżą w pastelowych kolorach, ozdobioną dużym, kwiecistym muralem - nie da się pomylić! Stoisz właśnie przed miejscem, gdzie sztuka wręcz wyskakuje na spacerowiczów z każdego kąta! Szkoła Artystyczna w Stavanger wygląda dziś jak niezwykły tort pokryty kwiecistym lukrem dzięki projektowi „Flower Tower”, który zamienił jej fasadę w prawdziwą feerię kolorów - chyba tylko motyle potrafią się tu lepiej wtopić w otoczenie! Jednak zanim stała się tak kolorowa, szkoła przeszła długą, nie zawsze spokojną drogę. Jej historia sięga aż 1957 roku, kiedy to grupa artystów z Rogaland postanowiła stworzyć atelier. Studiowali tu malarze, rzeźbiarze, a pewnie i jedna czy druga dusza, która nie wiedziała jeszcze czy chce malować, czy może tworzyć muzykę. W 1978 roku powstała prywatna szkoła, która wciąż się rozwijała, czasem zmieniała format działania, ale zawsze pielęgnowała twórcze zamieszanie. W 2004 roku szkoła kupiła dwa zabytkowe drewniane domy - jeden z 1860, drugi z 1880 roku, połączone w 1928 zgrabnym, schodkowym wieżyczkiem. Wtedy jeszcze nikt nie spodziewał się kwiatowego szaleństwa na ścianach. Dopiero w 2007 roku, gdy artysta Michael Lin zaproponował projekt „Flower Tower”, rozpoczęła się wielka zmiana. Współpraca artystów, poparcie miasta i województwa oraz kulturalny rozmach Europejskiej Stolicy Kultury sprawiły, że szkoła rozbłysła farbami - a Ty możesz to dzisiaj podziwiać. Ale nie kończy się tu lista przygód. Wyobraź sobie studentów biorących udział w nietypowych konkursach - raz wymyślali, co zrobić ze starym transformatorem, innym razem dekorowali domy na platformie wiertniczej. Nagrodzone projekty trafiały w najdziwniejsze miejsca, a jeden ze studentów, Anders Moss, został nawet wyróżniony pracą już na pierwszym roku! Dziś po korytarzach Szkoły Artystycznej w Stavanger przechadza się około 45 studentów, spotkasz tam młodych ludzi tuż po liceum i takich, którzy przeżyli już niejedną plamę farby na ubraniu po pięćdziesiątce. Uczy ich grono profesjonalnych artystów, a lekcje bywają tak żywiołowe, jakby ktoś mieszał farby z burzą śnieżną. Każdy, kto tu trafia, przynosi ze sobą inny kolor i dźwięk życia. Tak więc, jeśli poczujesz lekką swędzącą potrzebę złapania za pędzel lub chociażby długopis - nie dziw się! To atmosfera tej szkoły tak działa - sztuka aż tu kipi!

    Otwórz dedykowaną stronę →
  2. Przed tobą stoi solidny, szary budynek z geometryczną fasadą i dużymi oknami, w którego narożniku nad wejściem widnieje napis "STAVANGER TINGHUS" - wystarczy spojrzeć w lewo u…Czytaj więcejPokaż mniej

    Przed tobą stoi solidny, szary budynek z geometryczną fasadą i dużymi oknami, w którego narożniku nad wejściem widnieje napis "STAVANGER TINGHUS" - wystarczy spojrzeć w lewo u zbiegu ulic. No i jesteśmy przy miejscu, gdzie niejedna historia miała swój finał - Stavanger tingrett! Wyobraź sobie, że od 2007 roku nie tylko mieszkańcy Stavanger, ale też z Sola, Randaberg czy nawet tajemniczego Kvitsøy, wszyscy ci ludzie tu przychodzili, żeby toczyć spory większe i mniejsze. Ten budynek był świadkiem szmerów rozmów adwokatów, westchnień sędziów i stukotu młotka sądowego - czasem aż ściany drżały od emocji! Kiedyś Stavanger tingrett obejmował tylko samo serce miasta, ale pewnego dnia przyszły zmiany - jak w dobrym serialu prawniczym. Połączyli się z Ryfylke tingrett, potem też z sądem z Jæren i Dalane, tworząc wielki nowoczesny sąd okręgowy. Ale nie tylko ludziom sądzili - nawet spory związane z tajemniczymi podwodnymi skarbami Norwegii, czyli ropą naftową, trafiały tutaj pod lupę! Wyobraź sobie tych sędziów analizujących mapy dna kontynentalnego. A dzisiaj? To miejsce nadal tętni historiami, których nie powstydziłby się żaden kryminał. I pamiętaj - tu nie stuka się w drzwi, tu stukasz tylko młotkiem sądowym!

    Otwórz dedykowaną stronę →
  3. Rogalands Avis
    3
    Spójrz przed siebie na budynek o szarej fasadzie i dużych oknach - to właśnie Rogalands Avis, z wyraźnym napisem nad szerokim wejściem oraz przeszkloną witryną po prawej…Czytaj więcejPokaż mniej

    Spójrz przed siebie na budynek o szarej fasadzie i dużych oknach - to właśnie Rogalands Avis, z wyraźnym napisem nad szerokim wejściem oraz przeszkloną witryną po prawej stronie. Wyobraź sobie Stavanger pod koniec XIX wieku - gwar na ulicach, stukot kopyt koni na bruku i… nagle pojawia się nowy bohater, gazeta o niezwykłym tytule 1ste Mai! To właśnie tutaj, w tym budynku (choć dawniej gazeciarze nie mieli jeszcze eleganckich biur jak to!), w 1899 roku rozbrzmiewały pierwsze echa drukarskich maszyn. Redaktorem naczelnym był nie kto inny, jak sam Johan Gjøstein, który z pasją większą niż niejedna kawa w Stavanger dopilnował, by głos zwykłych ludzi dotarł do każdego zakątka regionu. Na początku gazeta wychodziła pomału - raz na tydzień, potem dwa, a później już codziennie! Ale Wojna Światowa nie oszczędziła nikogo, nawet dziennikarzy. W 1940 roku, gdy Norwegią wstrząsały dramatyczne wydarzenia, odważny redaktor Trond Hegna napisał płomienny tekst „Ingen nordmann til salgs!”, co w wolnym tłumaczeniu znaczyło: „Żaden Norweg nie jest na sprzedaż!” Ten artykuł rozeszł się jak świeże bułeczki - nie tylko w kraju, ale nawet w Szwecji czy Londynie! Na ulicach szepczano, ukradkiem podawano sobie egzemplarze. Niestety, za odwagę Hegna trafił do obozu w Grini, a gazeta została na pewien czas zamknięta. Ale nie bój się, tu historia nie kończy się smutno! Gdy przyszła wiosna 1945 roku, do Stavanger powróciła nadzieja - i gazeta. Ludzie stali w długich kolejkach, by znów móc czytać swoje wiadomości. Trzeba było zaczynać od nowa - żadnych maszyn, żadnych zapasów papieru, tylko entuzjazm i kilka powracających z obozów redaktorów. Pamiętaj, że siła słowa pisanego potrafi przetrwać nawet najgorszą zawieruchę! W 1955 roku tutejsza gazeta złączyła się z inną z regionu i zmieniła nazwę na… Rogalands Avis! Od tej pory codziennie w Stavanger słychać było trzaskanie gazetowych plików, a dziennikarze biegali z ekspresowym tempem do kawiarni, by wyłapać najnowsze plotki. Z czasem, po wojnie, na rynku walczyło kilka gazet, ale to Stavanger Aftenblad zostało największym rywalem Rogalands Avis. Gazeta przeżyła swoje złote lata w końcówce lat 60-tych i 70-tych, kiedy liczba wydrukowanych egzemplarzy przekraczała nawet 22 000! Niestety, potem… czytelnictwo zaczęło powoli spadać, co pewnie zmartwiło niejednego kioskarza. Rogalands Avis nie unikała też kontrowersji - tak było np. w 1987 roku, kiedy to Fremskrittspartiet wystąpiła przeciwko gazecie do sądu za ostre i krytyczne słowa. No cóż, dziennikarze Rogalands Avis zawsze mieli cięty język! Gazeta przetrwała wszelkie zmiany - była poranną, a nawet na chwilę wprowadziła niedzielne wydania, choć bez wielkiego sukcesu. Przeszła przez ręce różnych właścicieli, aż w końcu trafiła do Mentor Medier, a potem do Amedia. Dopiero w lutym 2024 roku Rogalands Avis wydrukowała ostatni numer - można powiedzieć, że przesadziła z reportażami i… sama stała się historią! Ale, jak w dobrej bajce, to nie koniec - w połowie 2024 r. wykupiono prawa do tytułu i powstała cyfrowa „RA Stavanger”, by znów w nowoczesnej formie dostarczać świeże newsy mieszkańcom. Dziś nie usłyszysz już tu stukotu drukarskich maszyn, ale kto wie… Może gdy przejdziesz obok, poczujesz ducha tych, którzy przez ponad sto lat tworzyli tę legendę Stavanger. A teraz, gotowy na kolejną podróż w czasie? Czas ruszać dalej!

    Otwórz dedykowaną stronę →
Pokaż jeszcze 12 przystankówPokaż mniej przystankówexpand_moreexpand_less
  1. Przed Tobą rozciąga się szeroki, brukowany plac otoczony zielenią, z imponującym, kamiennym kościołem po lewej stronie oraz nowoczesnymi budynkami, flagami i charakterystyczną…Czytaj więcejPokaż mniej

    Przed Tobą rozciąga się szeroki, brukowany plac otoczony zielenią, z imponującym, kamiennym kościołem po lewej stronie oraz nowoczesnymi budynkami, flagami i charakterystyczną rzeźbą po prawej - spójrz tuż obok katedry, by łatwo go rozpoznać! Stoisz właśnie na Domkirkeplassen, który jest sercem historii Stavanger - to tu przez setki lat tętniło życie miasta! Dawniej nazywano to miejsce Bispehaugen, bo tu stał pałac biskupi, a od końca XIX wieku nazywano je nawet Bankplassen, bo aż trzy banki miały swoje siedziby dookoła. Wyobraź sobie stukot wozów i gwar handlowców, gdy plac zamieniał się w jarmark czy jesienny targ! To też tutaj przez wieki znajdował się cmentarz - około połowy tego placu kryje dawną ziemię grzebaną, aż do lat 60. XIX wieku. W centrum stał niegdyś średniowieczny dwór św. Anny, potem bispegaard, a jeszcze później modny Hotel de Nord. Za czasów remontu Torget, to właśnie tutaj, pod Twoimi stopami, handlowano warzywami i serami. Dziś miejsce jest spokojniejsze, choć nie brakuje tajemnic - to przy tym placu rozegrał się słynny napad na NOKAS! Wszystko wokół brzmi echem dawnych rozmów i szeleszczenia liści. Czasem warto usiąść na ławce i posłuchać… Może usłyszysz coś ciekawego z przeszłości Stavanger?

    Otwórz dedykowaną stronę →
  2. Aby znaleźć Plac w Stavanger, spójrz przed siebie na szeroką, lekko opadającą przestrzeń wyłożoną granitem, pełną kolorowych straganów i ludzi, a w tle zobaczysz port ze statkami…Czytaj więcejPokaż mniej

    Aby znaleźć Plac w Stavanger, spójrz przed siebie na szeroką, lekko opadającą przestrzeń wyłożoną granitem, pełną kolorowych straganów i ludzi, a w tle zobaczysz port ze statkami oraz charakterystyczne, stare, drewniane budynki pod czerwonymi dachami. No i voilà! Witamy na Torgu - miejscu, gdzie Stavanger od wieków tętni życiem jak wieloryb, który właśnie połknął kilkanaście śledzi! Czujesz pod stopami te granitowe płyty? Właśnie na nich od setek lat mieszkańcy spotykali się, kłócili, żartowali, robili interesy - i czasem tracili trochę godności przy negocjacjach o cebulę! Dawniej stała tu nawet brama do miasta, Domkirken dumnie górowała nad tłumami, a plac opadał od samej katedry aż do brzegu pełnego łodzi, skrzeczenia mew i zapachu świeżych ryb. Wyobraź sobie dzieci biegające pomiędzy straganami, handlarzy przekrzykujących się, muzykantów grających do tańca, a starsze panie pilnujące stoisk, by nikt przypadkiem nie zabrał kawałka sera „na próbę” więcej niż przysługuje… Ten plac przez stulecia był główną areną miejskiego życia - tutaj handlowano wszystkim: kapustą z Danii, rzepą z Hardangeru, a nawet... modą na „wąsy marynarza”, choć to ostatnie ponoć nigdy nie wyszło poza nabrzeże. Dawniej, zanim pojawił się tu bruk z granitu, była tu... piaszczysta plaża! Aż do 1000 roku biegła tędy zatoka, pełna łodzi i dzieci budujących zamki z piasku pod czujnym okiem kupców. Z czasem w XI wieku powstały pierwsze drewniane nabrzeża, zrobione z układanych belek, które zasypywano kamieniami. Archeolodzy do dziś znajdują tam ślady po starych, średniowiecznych skrzyniach, jakby ktoś kiedyś zgubił tu piracką mapę skarbów. Księża, biskupi i ich „korbracia” - czyli śpiewające grono przyjaciół z katedry - dzielili się tym miejscem, stawiali gospodę, zwoływali uczty, a nawet budowali własne magazyny na ryby i piwo. Były też ciemniejsze czasy - na przykład w XVII wieku, kiedy nieposłusznych mieszkańców zamykano tu w dyby. Wyobraź sobie lokalnych żartownisiów, którzy dorzucali pod nogi „winiowemu łobuzowi” kilka zgniłych ziemniaków - ot, staronordycka wersja kabaretu! No i są rzeźby! W środku Placu stoi dostojny Alexander Kielland, jeden z największych norweskich pisarzy, który z pewnością byłby dumny, gdyby wiedział, ile kotów leżało u jego stóp podczas wieców. Statua stanęła tu 6 maja 1928 roku, a od spodu patrzy na nią „Sjøfartsmonumentet” - pomnik marynarzy, przypominający o tym, że każde norweskie miasto zaczyna się od portu i opowieści o morzu. Podczas remontu na przełomie wieków plac pokryto granitowymi płytami, a architekci łamali głowę, jak dodać tu trochę zieleni - i po żartobliwym „aprilisowym” pomyśle z indyjskim granitem, zaproponowano drzewa. Oczywiście, nikt jeszcze nie zdecydował, czy mają to być klony, czy może drzewa, pod którymi najlepiej tańczyć polkę... Jeszcze w XIX wieku torghandel przeszedł z maleńkich, wyboistych uliczek na większy, nowoczesny plac. Było tu miejsce na słynną Mortepumpen - miejską studnię, przy której krążyło tyle plotek, że dzisiejszy Facebook mógłby się zawstydzić. Kobiety niosące wiadra, dzieci grające w klasy, kupcy z łodzi obwieszczający: „Świeże ryby! Rzuć kalarepę, kup dorsza!” - to była codzienność. Oczywiście potem pojawiła się fontanna, ale historie o spotkaniach przy pompie żyją dalej. W październiku plac zamieniał się w przepiękny, gwarliwy jarmark - Haustmarked. Wszystkie towary od miodu, przez świece, po rydwaniki z ziemniakami, były tutaj do kupienia. Tłum, muzyka, widowiska cyrkowe, czasem nawet kobiety z brodami i połykacze mieczy. A w więzieniu... no cóż, w te dni nawet strażnicy narzekali, że nie ma gdzie usiąść! Podczas II wojny światowej plac oplotły betonowe blokady i druty kolczaste. Nawet tu, pod kolorowymi parasolami straganów, czuć było niepokój, ale torg wrócił do życia, gdy tylko ciężkie czasy minęły i znów rozbrzmiały tu śmiechy. Na koniec, spójrzcie raz jeszcze na plac. Morze, port i tętniący życiem targ to dokładnie ten sam układ, który przez setki lat budował tożsamość Stavanger. A jeśli dziś, stojąc tu, poczujesz ochotę na kawałek lokalnego sera albo pogłaskanie miejskiego pomnika - pamiętaj, że każdy krok to historia. I nie bój się potargować, kto wie, może znajdziesz okazję życia... albo przynajmniej uśmiech sprzedawcy! Szukasz więcej informacji na temat placu Stavanger - plac milenijny, historia placu lub gårdsbrygga (molo torfowe)? Zapytaj w sekcji czatu, a ja cię uzupełnię.

    Otwórz dedykowaną stronę →
  3. Patrz prosto przed siebie - Skagen 18 to biały, nisko zabudowany drewniany dom z granatowymi zdobieniami wokół okien i na fasadzie, wyróżniający się dziewięcioma eleganckimi…Czytaj więcejPokaż mniej

    Patrz prosto przed siebie - Skagen 18 to biały, nisko zabudowany drewniany dom z granatowymi zdobieniami wokół okien i na fasadzie, wyróżniający się dziewięcioma eleganckimi kolumnami i charakterystycznymi rokokowymi oknami. Wyobraź sobie, że stoisz przed jednym z najstarszych i najbardziej legendarnych domów w Stavanger. Skagen 18 ma w sobie ducha dawnych czasów - tutaj ściany szepczą historie już od początku XVIII wieku, a może nawet wcześniej! Gdy w latach dziewięćdziesiątych kopano pod piwnicą, znaleziono tu starą plażę i fragment drewna - i nie był to zwykły patyk na ognisko! Może pochodzący z domu, który stał tu już w roku 990? Tak, możesz stać dokładnie tam, gdzie chodził średniowieczny mieszkaniec Stavanger. Ale wróćmy do poważnych spraw... W tym miejscu kręciła się elita Stavanger! Najstarsi znani mieszkańcy to Sidsel Olsdatter Cruys (siostra słynnego admirała!) i Albert Albertsen Libert, a później kupiec Ole Smith Plough, który nie tylko handlował, ale i przemeblował dom na bogato w stylu rokoko - zobacz te rzeźbienia i dziewięć jonicznych pilastrów, ciągnących się wzdłuż fasady. Nawet okna są nie byle jakie - dzisiaj rokokowe, dawniej pewnie barokowe! Farba? Najdroższa z możliwych: biel z niebieskimi detalami. W końcu jak się malować, to najmodniej! A wnętrze? Ściany skrywają malowidła - rosemaling - tak piękne, że przypominają dekoracje z najstarszych kościołów Norwegii. Może usłyszysz lekki skrzyp drewnianych podłóg, jak stąpasz śladami dawnych kupców? Dzisiaj zamiast starego składu handlowego, pachnie tu świeżym chlebem, a na rogu działa słynny ogródek Hansenhjørnet - idealne miejsce, by wypić coś pysznego i poczuć się jak lokalny mieszczanin sprzed trzystu lat. Tylko uważaj na duchy przeszłości! Twierdzą, że właśnie tutaj można poczuć prawdziwe serce starego Stavanger - i zjeść najlepszą bułkę w mieście!

    Otwórz dedykowaną stronę →
  4. Widzisz przed sobą wysoką, ośmiokątną wieżę z szarego kamienia, zwieńczoną charakterystycznym zielonym, spadzistym dachem i smukłym hełmem - wystarczy spojrzeć nieco do góry, by…Czytaj więcejPokaż mniej

    Widzisz przed sobą wysoką, ośmiokątną wieżę z szarego kamienia, zwieńczoną charakterystycznym zielonym, spadzistym dachem i smukłym hełmem - wystarczy spojrzeć nieco do góry, by nie przegapić Valbergtårnet. No to wyobraź sobie, że stoisz tu jakieś 170 lat temu. W powietrzu pachnie wilgotny kamień i dym z domowych kominków, a na szczycie tej właśnie wieży stoją dwaj panowie w niebieskich płaszczach i błyszczących hełmach. Mają w rękach latarnie i długie pałki zakończone gwiazdą. To miejscowi strażnicy, czyli tzw. “vektere”, którzy dzień i noc pilnują, by Stavanger nie pochłonął ogień. A wyobraź sobie, jak cicho musiało być nad miastem podczas ich nocnych patroli - tylko echo kroków po brukowanych ulicach i szmer latarni, która świeci w ciemności. Ten solidny budynek, mający dziś ponad 26 metrów wysokości, powstał w latach 1850-1853 dzięki architektowi Christianowi Groschowi, który, co ciekawe, maczał też palce przy projekcie królewskiego pałacu w Oslo! Ale wieża tutaj nie jest królewska - choć rzeczywiście przez długi czas była centrum bezpieczeństwa miasta. Jeszcze przed tym kamiennym olbrzymem, w XVII wieku, stała tu ośmiokątna drewniana wieża z wielkim, brązowym dzwonem na szczycie. Tę burzliwą, pełną historii konstrukcję zbudowano, by ostrzegać przed pożarami... lub, gdyby kto próbował napadać Stavanger z morza! Kiedy dzwon bił, a kanony grzmiały, mieszkańcy już wiedzieli, że nie czas spać spokojnie. Początkowo obowiązek czuwania należał do każdego obywatela, bo przecież nikt nie chciał, żeby mu dom poszedł z dymem. Z czasem jednak, podczas gdy wyższe sfery płaciły za zastępstwo, powstał zawód wiecznych nocnych stróżów. W nocy po ulicach krążyło czterech do sześciu mężczyzn, a z wieży - dwóch dodatkowych strażników miało oko na dachy, beczki z dziegciem i stukające się koty. Na zimę ich wachty trwały od dziesiątej wieczorem do szóstej rano - no, nie zazdroszczę, bo Stavanger potrafi być wtedy zimny jak serce teściowej! Gdy w 1860 roku przez miasto przeszła wielka pożoga, ta wieża miała ręce, a raczej dzwony i sygnały, pełne roboty. W sumie przez wieki wieża widziała aż siedem poważnych pożarów - największy z nich w 1860 roku zabrał domy dwóm tysiącom ludzi. Ale Valbergtårnet nie była tylko miejscem grozy i alarmów. W święta z jej szczytu grała muzyka, a na Nowy Rok rozlegała się w całym mieście. Był także czas, że zamontowano tu latarnię morską, by bezpiecznie prowadzić żeglarzy. W burzliwych czasach wojny, niemiecka marynarka okopała się tu, wprowadzając własne porządki i przebudowując dachy. W dwudziestym wieku wieża miała różne wcielenia: była warsztatem szewskim, centrum kształcenia młodych żeglarzy, a nawet miejscem, gdzie można było podziwiać norweską ceramikę. A sklep z ceramiką przez lata prowadziła pani Mary Olsen, która razem z mężem ożywiała to miejsce gwarnym śmiechem i artystyczną atmosferą. Ale żadnym bohaterem Valbergtårnet nie byłby nikt inny, jak Tobias Sandstøl - ostatni prawdziwy wieżowy strażnik. Od 1904 do 1922 roku pilnował miasta, a gdy miał chwilę spokoju, pisał wiersze - w tym balladę na 108 zwrotek o swoim życiu i pracy. Mówią, że był natchnieniem dla postaci Tobiasza z „Folk og røvere i Kardemommeby”. Dziś wieża jest chroniona jako zabytek i prowadzi w niej małe muzeum, w którym można poznać historie tych nieustraszonych nocnych stróżów - a może i poczuć lekki dreszcz, gdy przypomnisz sobie, ile razy bito tu na alarm. Kto wie, może gdy zapadnie zmrok, usłyszysz gdzieś w oddali ciche bicie dzwonu...

    Otwórz dedykowaną stronę →
  5. Zwróć uwagę na brukowaną ulicę otoczoną kolorowymi, niskimi kamienicami - wystarczy spojrzeć przed siebie, a pośród sklepów i witryn na końcu ulicy ujrzysz budynek z wieżyczką, to…Czytaj więcejPokaż mniej

    Zwróć uwagę na brukowaną ulicę otoczoną kolorowymi, niskimi kamienicami - wystarczy spojrzeć przed siebie, a pośród sklepów i witryn na końcu ulicy ujrzysz budynek z wieżyczką, to właśnie Kirkegata! Wyobraź sobie szelest butów i śmiechy ludzi odbijające się echem od domów - jesteś właśnie w samym sercu Kirkegata, czyli najstarszej i najbardziej znanej ulicy w Stavanger. Ale żeby nie było za poważnie - nie martw się, tu nie trzeba znać każdej daty na pamięć! Czas na opowieść, która pachnie świeżo zmielonym pieprzem, a w tle słychać dźwięk starych dzwonów. Swego czasu Kirkegata była prawdziwą sceną Stavanger - ludzie nie mieli Netflixa, ale mieli tę ulicę! Wiesz, że w 1960 roku Kirkegata została pierwszą w Norwegii ulicą zamienioną na deptak? Trochę jakby ktoś kliknął „tryb pieszy” i cała ulica natychmiast wpadła w wakacyjny nastrój. Ale nawet wcześniej była miejscem, gdzie każda środa stawała się dniem wielkiej promenady. O godzinie 19 i 21 młodzi mieszkańcy miasta zbierali się tutaj na „syv-strøket” i „ni-strøket” - nie chodziło o żadne strøket w dzienniku, ale o rytuał spaceru w najlepszym towarzystwie. Dziewczyny, które na co dzień służyły w domach, miały wtedy wolne, a cała ulica tłoczyła się od gromad rozgadanych ludzi idących ramię w ramię, zajmując całe przejście. To dopiero był „social distancing” na opak! Wyobraź sobie, jak pod stopami czujesz chłód dawnych bruków - jeszcze w XIX wieku ulica była wysłana kamieniami, a chodniki wyłożone były skiferowymi płytami. W 1905 wymieniono bruk, ale miej oczy szeroko otwarte - dzisiejszy deptak to efekt wielu zmian i modernizacji. A teraz pora na małą podróż w czasie: w średniowieczu miejsce to - pod dwoma nazwami, Nedregaten i Øvregaten - tworzyło główną oś miejską. Wiesz, że okolica Kirkegata 2 może ukrywać resztki domu z przed roku 1100? Trochę jakbyś szedł po warstwach historycznego tortu - i nie musisz nawet wyjmować archeologicznej łopatki! Kirkegata to nie tylko deptak, to cały kalejdoskop dawnych nazw i funkcji. Z Domkirkeplassen do Steinkargata nazywana była Uhrens gate, dalej - Gaten til Holmen, a jeszcze dalej - Gaten til Pottemakerstranden. Dopiero po pożarze Holmen w 1860 dostąpiła honoru posiadania jednej nazwy na całej długości. Spacerując, zerkaj na domy - niektóre mają fundamenty i drewno sięgające końcówki XVII wieku! Taki na przykład Mauritzengården z 1905 roku, na rogu z Prostebakken - już na pierwszy rzut oka wyróżnia się czerwonymi cegłami i efektownym wieżyczkowym narożnikiem. Podobno kiedyś stał tu hotel prowadzony przez siostry Jespersen, a także Wesnes hotel. Wyobraź sobie tańce w hotelowej sali i dźwięki akordeonu niosące się między murami - wiesz, dawniej w drugim piętrze pobliskiego banku znajdowała się nawet sala balowa, gdzie radni debatowali o przyszłości miasta, a wieczorami organizowano bale! Obok był sklep S. Leversen - działał tu prawie sto lat! Po drugiej stronie piekarnia pana Egenesa, a gdzie indziej sklep kolonialny, pachnący przyprawami z dalekiego świata. W Kirkegata 2 miejsce znalazła nawet realna szkoła. Tuż przy Mauritzengården był niegdyś stromy zjazd, Brattegata - brama dla wszystkich zmierzających do targu. Niestety, Lønninghuset już nie zobaczysz, bo zniknął w 1967, ale pewnie gdzieś unosi się jeszcze jego wspomnienie. To miejsce pełne jest nie tylko sklepów - dawniej była tu apteka Hygea prowadzona przez aptekarza, który sam uprawiał w ogródku zioła na lekarstwa. Pachniało tu tymiankiem nie tylko podczas targów! Zresztą, jesienią na Timianstorget odbywał się słynny jarmark tymiankowy - łodzie wpływały do miasta z wiązkami ziół, a między straganami czuć było wyraźnie zapach świeżego tymianku. A na koniec wyobraź sobie, że cała ta różnorodność - od XIX-wiecznych manufaktur, przez apteki i kluby, aż po dzisiejsze sklepiki i kawiarnie - wciąż tworzy unikalny puls Kirkegata. Uważaj tylko na bruk - niech nie przyłapie cię na potknięciu!

    Otwórz dedykowaną stronę →
  6. Przed Tobą wyrasta wyjątkowa bryła ze szkła i betonu, pełna geometrycznych kształtów i dużych przeszkleń - wypatruj nowoczesnego budynku z wieloma poziomami i charakterystycznymi,…Czytaj więcejPokaż mniej

    Przed Tobą wyrasta wyjątkowa bryła ze szkła i betonu, pełna geometrycznych kształtów i dużych przeszkleń - wypatruj nowoczesnego budynku z wieloma poziomami i charakterystycznymi, strzelistymi dachami, tuż za placem pełnym ludzi. Wyobraź sobie, że stoisz dokładnie tam, gdzie kiedyś przez lata... była po prostu dziura! Serio - zanim powstał to piękne Sølvberget, mieszkańcy Stavanger mówili na to miejsce „Kulturhullet”, czyli „Dziura Kultury”. Było tam pusto, ponuro, a dzieciaki rozgrywały mecze wyobrażając sobie, że kopią piłkę po wielkim kraterze, w którym można zgubić nie tylko futbolówkę, ale i całą klasę! Ale zanim dojdziemy do tej słynnej dziury, cofnijmy się jeszcze kawałek dalej… Już w 1927 roku Stavanger miał tu własne kinoteatr, który śmiało wyrastał ponad starą drewnianą zabudowę niczym betonowy ratusz dla filmowych marzycieli. Kino to przez lata było prawdziwą maszynką do zarabiania na filmy i popcorn - zarobione tu pieniądze pomagały budować miasto. W końcu w latach 30. radni miasta spojrzeli na Sølvberget z myślą: „A może by tak tu… postawić coś naprawdę wielkiego?” Ale plany kinowo-administracyjne przerwała… wojna. Lata mijały, a w okolicy wyburzano budynki, by zrobić jeszcze więcej miejsca. Gdy z końcem lat 60. wszystko wciąż było nieuporządkowane, na miejscu powstał po prostu parking. Ale mieszkańcy nie odpuszczali, bo marzyli o czymś więcej niż o asfalcie i wycieraczkach - chcieli prawdziwego centrum kultury. Wreszcie, w latach 70. zaczęła się projektowa burza mózgów, pobudzana przez architektów z Oslo - Lund & Slaatto. Dyskusje w urzędzie były gorące jak małe espresso, a prasa i zwykli ludzie spierali się, czy to się w ogóle uda. Na długie lata na środku miasta zrobiła się… nieużywana dziura. Przechodzący obok Stavangerczycy żartowali, że można tam zrobić podziemną bibliotekę albo kino z widokiem na korzenie sąsiadujących drzew! Ale przyszła jesień 1986. Wreszcie czuć było, jak Stavanger oddycha z ulgą - nowa kinowa sala otwierała swoje drzwi. Rok później cały budynek już tętnił życiem. W środku znalazło się miejsce na bibliotekę, galerię sztuki, kulturowy plac, ale też restauracje, sklepy i sale do spotkań - jednym słowem: centrum miasta zaczęło pulsować kulturą do późna! Projekt, w którym udało się wkomponować stare kino, zdobył prestiżowe nagrody za architekturę - miasto w końcu mogło pochwalić się czymś wielkim i nowoczesnym. Był tam nawet taki moment w historii, gdzie trzech różnych szefów miało własne rządy: jeden od kina, drugi od biblioteki, trzeci od reszty kultury. Dzień pracy musiał zaczynać się tu od jakiegoś „narady szefów”, najlepiej w kawiarni! Ciekawostka - swoje biuro na Sølvberget ma dziś nawet międzynarodowe centrum pomagające prześladowanym pisarzom, no i słynne Kiellandsenteret. Książki? Cztery piętra! Parter to tętniące życiem miejsce, gdzie coś się zawsze dzieje do 21:00. Wyżej - literatura, komiksy, muzyka, lokalna historia. I nie trzeba już czekać, aż bibliotekarze otworzą drzwi - dzisiaj wystarczy karta, żeby nawet w środku nocy polować na ciekawostki! Co roku, gdy przychodzi jesień, cała okolica zamienia się w festiwal literatury, wolności słowa i spotkań z pisarzami z całego świata. Może nie polecą tu iskry z powodu dyskusji, ale na pewno rozpalą się głowy i serca! Tak więc, gdy dziś stoisz tu przed szkłem i betonem Sølvberget, pamiętaj: to nie tylko budynek. To przemyślana odpowiedź miasta na marzenia, dziury, a nawet wojny - i dowód na to, że z największych miejskich „dziur” może zakwitnąć coś naprawdę wyjątkowego!

    Otwórz dedykowaną stronę →
  7. Aby wypatrzyć Myhregården, wystarczy spojrzeć na skrzyżowanie Nygata, Østervåg i Klubbgata - wyróżnia się ceglasta fasada, wysokie, czerwone okna i elegancka narożna…Czytaj więcejPokaż mniej

    Aby wypatrzyć Myhregården, wystarczy spojrzeć na skrzyżowanie Nygata, Østervåg i Klubbgata - wyróżnia się ceglasta fasada, wysokie, czerwone okna i elegancka narożna wieżyczka. Wyobraź sobie, że nagle przenosisz się do starego Stavanger, do roku 1835. Tutaj, w miejscu dzisiejszego hotelu, słychać odgłosy młotków, beczek i… coś jeszcze! To nie przypadek - kiedyś był tu dom mieszkalny oraz destylarnia, czyli miejsce, gdzie powstawały lokalne trunki. Ale zanim nacieszysz się zapachem historii, wyobraź sobie tłum kobiet zajętych jesiennym ubojem owiec - mięso świeże, ale zapachy pewnie… różne! Między sklepikami i rzeźniczymi budami trwał nieustanny ruch - a gwar, śmiechy i nawoływania zlewały się z echem kroków na brukowanej ulicy. Przenieśmy się teraz do roku 1901. Pewien pan Myhre, który miał za sobą aż sześć pokoleń rodzinnej historii w tym miejscu, postanowił postawić solidną, ceglaną kamienicę - i zrobił to z rozmachem, bo przez ćwierć wieku był to największy prywatny dom w Stavanger! Miał aż 120 pokoi! Wyobraź sobie przez chwilę właściciela, który próbował się odnaleźć w takim labiryncie - musiał mieć lepszą orientację niż niejedno GPS! W budynku przez lata działała farbiarnia, gdzie barwiono ubrania i tkaniny, a potem również pralnia. Może zapach pary wodnej i chemikaliów jeszcze gdzieś tu unosi się w powietrzu? Ale to nie koniec niespodzianek! Podczas prac ziemnych znaleziono tu… szczątki morskich stworzeń i tajemniczą, półokrągłą kamienną konstrukcję - może pozostałość po dawnej studni lub stawie? A wszystko to na terenach, które kiedyś należały do szpitala miejskiego, z rocznym czynszem… zaledwie 20 øre! Nawet w tamtych czasach to była drobna opłata - wystarczała na bułkę, albo ciasteczko, chociaż raczej nie na kawę z tej kawiarni przy wejściu. Właśnie tu, przy Nygata 20-24, Myhregården przetrwał zmieniające się epoki: od drewnianych domów i rzeźniczych stoisk, przez farbiarnię i największą rezydencję miasta, aż po elegancki hotel z butikowym klimatem. Od 2008 roku możesz tu nawet zanocować - każde z 53 pokoi jest niepowtarzalne! A może rozpoznasz wśród nich coś z ducha poprzednich właścicieli, od barwionych materiałów po echo dawnych historii? Jeśli usłyszysz jakiś tajemniczy szmer wieczorem, to pewnie duch starego Myhre sprawdza, czy nikt nie przesunął jego ulubionego krzesła!

    Otwórz dedykowaną stronę →
  8. Aby znaleźć Kościół św. Piotra, wystarczy spojrzeć w kierunku dużej, czerwonej budowli z wysoką, zieloną wieżą - trudno ją przeoczyć, bo wyróżnia się na tle innych…Czytaj więcejPokaż mniej

    Aby znaleźć Kościół św. Piotra, wystarczy spojrzeć w kierunku dużej, czerwonej budowli z wysoką, zieloną wieżą - trudno ją przeoczyć, bo wyróżnia się na tle innych budynków! Wyobraź sobie, że przenosimy się teraz o kilkaset lat wstecz, kiedy na tym wzniesieniu, nieopodal szumiącej Skolebekken, wśród pól i kamiennych dróżek, kręcili się mieszkańcy Stavanger. W XIV wieku król Magnus pomyślał sobie: „Hej, przydałby się tu nowy kościół!” - i tak narodził się pomysł zbudowania świątyni św. Piotra. Wyobraź sobie gwar ludzi idących do nowego kościoła, a zaraz obok - szpital, do którego przeganiały dzieci skrzaty z bólem brzucha („Chodź, Petrikirken na pewno pomoże!”). Z czasem ten kościół, choć skromny, nabrał wyjątkowego znaczenia, bo nie tylko wznosiły się tu modlitwy, ale i szpitalne troski. W średniowieczu zdarzało się, że szpitalne domki stały w jednym rządku niczym grzyby po deszczu - a obok krążył pewnie zapach siana i zupy. W XVIII wieku szpital nadal działał pełną parą, a w jego cieniu słychać było śmiech pacjentów, głos księdza, a czasem nawet… stukot końskiej podkowy, bo księżowska służba miała swoje „auto służbowe” właśnie w postaci konia! Ale miasto rosło, ludzi przybywało. Był taki moment, gdy stara świątynia i szpital zrobiły się za ciasne, a Stavanger zaczęło przypominać prawdziwą metropolię. Wtedy powstał ten kościół, przed którym stoisz, zaprojektowany przez nie byle kogo, bo samego architekta Fritza von der Lippe. Petrikirken jest nietypowa - bo jednocześnie monumentalna i swojska, jak wielki dom dla wszystkich mieszkańców. Może nie znajdziesz tu skarbca i zakurzonych zwojów, ale w murach tej świątyni dudni echem całe miasto: od dawnych modlitw po szpitalne opowieści - i kto wie, może nawet echo dawnych końskich kopyt!

    Otwórz dedykowaną stronę →
  9. Aby znaleźć Metropolis, spójrz w stronę szarego budynku z dużą ilością kwadratowych okien i kolorowym, graffitiowym napisem nad wejściem - to właśnie tam zmierzasz! Wyobraź…Czytaj więcejPokaż mniej

    Aby znaleźć Metropolis, spójrz w stronę szarego budynku z dużą ilością kwadratowych okien i kolorowym, graffitiowym napisem nad wejściem - to właśnie tam zmierzasz! Wyobraź sobie, że stoisz przed miejscem, gdzie kiedyś przesłuchiwano podejrzanych, a dziś młodzież rapuje, śpiewa, gra w gry i pije najlepszą kawę w mieście. Metropolis - dawniej ponura policja, dziś oaza energii pełnej życia! Kiedy otwarto je w 1999 roku, kilka dawnych cel więziennych wciąż w nim pozostało - czasem mówi się, że w nocy można tam usłyszeć echo kroków dawnych policjantów... Ale spokojnie, dziś z tych cel wydobywają się tylko dźwięki gitar, mikserów DJ-ów oraz śmiech podczas wieczorów gier planszowych. To tu AKKS uczy muzyki, zapaleńcy tańczą hip-hop, a młodzi redaktorzy tworzą własne radio i filmy. Wścibscy plotkują, że podczas MetroLAN aż trzeszczą kable od komputerów! Zamiast policyjnych syren, częściej usłyszysz tu beatbox czy szalone brawa po udanym spektaklu teatru młodzieży. Gotowy odkryć, jak budynek pełen surowych historii zamienił się w najradośniejsze miejsce w centrum Stavanger?

    Otwórz dedykowaną stronę →
  10. Stoisz teraz na Jorenholmen - miejscu, które budzi w Stavanger gorętsze dyskusje niż niedzielna rodzinna debata o pierogach z kapustą albo z mięsem! Przed Tobą stoi wielopiętrowy…Czytaj więcejPokaż mniej

    Stoisz teraz na Jorenholmen - miejscu, które budzi w Stavanger gorętsze dyskusje niż niedzielna rodzinna debata o pierogach z kapustą albo z mięsem! Przed Tobą stoi wielopiętrowy parking, o którym mówi się, że psuje widok na morze, ale za to możesz poczuć, jak tętni tu życie - samochody podjeżdżają, drzwi trzaskają. Wydaje się zwykły? Oj, Jorenholmen ma tyle historii, ile miejsce w bagażniku na rodzinne wakacje! Wiesz, że dawniej była tu mała wyspa? Trzeba było przeprawiać się aż mostem zbudowanym jeszcze w XVIII wieku. Potem cieśnina została zasypana, a Jorenholmen wrosło w serce miasta. Było własnością miejskiego szpitala, a potem... zaczął się tu biznes! Już w XVII wieku szpital wydzierżawił działki, a przedsiębiorczy mieszkańcy stawiali pierwsze magazyny przy samym brzegu. A co powiesz na stocznię, którą w 1819 roku założył niejaki Peder Valentin Rosenkilde? Tu powstała potężna barka „Norden”! Trochę dalej, w XIX wieku, pojawiały się też fabryki konserw i magazyny pełne ryb. Wyobraź sobie ten ruch w dawnych czasach: okrzyki robotników, skrzypiące beczki z solonym śledziem, a w powietrzu intensywny zapach wędzonej ryby. Kiedy zasypano cieśninę, po obu stronach powstały dwie zatoczki: Tøgehålå i Sundtahålå. Ta druga to prawdziwe eldorado śledzi - tu przypływały łodzie pełne ryb, a ludzie ładowali beczki po brzegi. Była też otwarta przestrzeń na korę i stare magazyny. No i nie zapomnijmy o Jorenholmen Bad! Od końca XIX wieku aż do lat 70. był tu modny zakład kąpielowy z wannami błotnymi i sauną - norweskie spa na długo przed epoką wellness. Kto by pomyślał, że stojąc tu dziś, można tak łatwo cofnąć się o kilka wieków. Współczesne samochody chowają się w parkingu, ale kiedyś to miejsce było domem rybaka, robotnika i miejskiego wygłupka. Trochę historii pod stopami, a Ty? Możesz być pewien, że przed Tobą jeszcze wiele niespodzianek na trasie!

    Otwórz dedykowaną stronę →
  11. Stoimy teraz przed Bispebryggen - dawną przystanią przy samym końcu Sølvberggata, w dzielnicy Østervåg w Stavanger. Dziś możecie tu zobaczyć pomnik Corneliusa Cruys - człowieka,…Czytaj więcejPokaż mniej

    Stoimy teraz przed Bispebryggen - dawną przystanią przy samym końcu Sølvberggata, w dzielnicy Østervåg w Stavanger. Dziś możecie tu zobaczyć pomnik Corneliusa Cruys - człowieka, który patrzy na nas lekko zamyślony, jakby chciał zapytać: „Macie trochę drewna do przewiezienia?” Bo opowieść o tym miejscu to... historia drewna, porządnych norweskich konfliktów i mnóstwa plotek, które przez wieki szumiały tu jak wiatr nad fiordem. Wyobraźcie sobie rok 1627. Port żyje, ludzie targują się o pnie, sprzeczają o jakość opału, a po całej ulicy rozchodzi się woń świeżego drewna, zmieszanego z zapachem ryb i morza. Było tu takie zamieszanie, że aż jedna czwarta mieszkańców miasta korzystała z tej przystani! Wierzcie mi lub nie, ale w 1853 roku Bispebryggen była tak zatłoczona, że dom trzeba było kupić… tylko po to, żeby go zburzyć i zrobić więcej miejsca! Nazwa Bispebryggen, czyli „biskupia przystań”, pojawia się już w XIV wieku i od samego początku rodziła plotki. Kto nią władał? Dlaczego biskup miał tutaj przystań, skoro oficjalnie rządził w innym miejscu? A może w tym miejscu już w średniowieczu rozgrywały się wielkie spory na temat tego, czy to właśnie Østervåg, czy może Vågen było prawdziwym sercem miasta? Niektórzy twierdzą, że sprawa drewna doprowadziła tu nawet do poważnych waśni. Wyobrażacie sobie kłótnie o opał - rzeczy poważniejsze niż odwieczny spór o to, kto pierwszy zostawił rękawiczki w przedsionku! Czasem to miejsce nazywano nawet Konventbryggen, a potem przystanią Halvorsena, bo właściciele zmieniali się częściej niż pogoda w Stavanger. Ale jedno pozostało niezmienne - tętniący życiem port, który łączył ludzi, towary i historie. Macie ochotę usłyszeć jeszcze więcej tajemnic Stavanger? To ruszamy dalej!

    Otwórz dedykowaną stronę →
  12. Przed Tobą po lewej stronie znajduje się niezwykły budynek z metalu i szkła na masywnych palach - wygląda trochę jak miniaturowa platforma wiertnicza stojąca nad wodą, nie sposób…Czytaj więcejPokaż mniej

    Przed Tobą po lewej stronie znajduje się niezwykły budynek z metalu i szkła na masywnych palach - wygląda trochę jak miniaturowa platforma wiertnicza stojąca nad wodą, nie sposób go przeoczyć! Wyobraź sobie ciszę norweskiego wybrzeża, którą nagle przerywają potężne maszyny, ogromne statki i świdry sięgające głębin Morza Północnego. To tutaj, w Stavanger, powstało Norweskie Muzeum Naftowe, które niczym stalowy olbrzym strzeże portu. Gdy spojrzysz na jego surową, metaliczną konstrukcję, aż czuć zapach ropy i słonej bryzy - a w środku, gwarantuję, nie wycieknie Ci żadna kropla nudy! Za projekt odpowiadało studio architektoniczne Lunde & Løvseth, które zadbało, by muzeum nawiązywało do platform wiertniczych, co czyni je jednym z najbardziej charakterystycznych punktów miasta. Wewnątrz odkryjesz historię, która zaczęła się w latach 60., kiedy Norwegia przypominała raczej spokojną krainę rybaków, niż światowego giganta naftowego. Eksponaty, filmy i zdjęcia pokażą Ci tajemnice poszukiwań i wydobycia ropy - od pierwszych drewnianych instalacji, przez gigantyczne platformy ze stali i betonu, aż po futurystyczne statki produkcyjne i podwodne, bezzałogowe systemy. Każdy eksponat opowiada o ludziach, którzy - czasem z duszą na ramieniu i z uśmiechem w oczach - zdobywali głębiny morza. A muzeum, choć nowoczesne, potrafi zaskoczyć - bo kto wie, może znajdziesz tu własną “żyłę” naftową wiedzy?

    Otwórz dedykowaną stronę →

Najczęściej zadawane pytania

Jak rozpocząć trasę?

Po zakupie pobierz aplikację AudaTours i wpisz kod realizacji. Trasa będzie gotowa do natychmiastowego rozpoczęcia – po prostu dotknij \"Play\" i podążaj trasą z nawigacją GPS.

Czy potrzebuję internetu podczas trasy?

Nie! Pobierz trasę przed rozpoczęciem i korzystaj z niej w pełni offline. Jedynie funkcja czatu wymaga internetu. Zalecamy pobieranie przez WiFi, aby oszczędzać dane mobilne.

Czy to wycieczka grupowa z przewodnikiem?

Nie – to samodzielny audioprzewodnik. Zwiedzasz niezależnie, we własnym tempie, z narracją audio odtwarzaną przez telefon. Bez przewodnika, bez grupy, bez harmonogramu.

Ile trwa trasa?

Większość tras zajmuje 60–90 minut, ale to Ty kontrolujesz tempo. Wstrzymuj, pomijaj przystanki lub rób przerwy, kiedy chcesz.

Co jeśli nie zdążę ukończyć trasy dzisiaj?

Żaden problem! Trasy mają dożywotni dostęp. Wstrzymaj i wznów, kiedy chcesz – jutro, za tydzień lub za rok. Twój postęp jest zapisywany.

W jakich językach są dostępne trasy?

Wszystkie trasy są dostępne w ponad 50 językach. Wybierz preferowany język podczas realizacji kodu. Uwaga: języka nie można zmienić po wygenerowaniu trasy.

Gdzie znajdę trasę po zakupie?

Pobierz darmową aplikację AudaTours z App Store lub Google Play. Wpisz kod realizacji (wysłany e-mailem), a trasa pojawi się w Twojej bibliotece, gotowa do pobrania i rozpoczęcia.

verified_user
Gwarancja satysfakcji

Jeśli trasa Ci się nie spodoba, zwrócimy Ci pieniądze. Skontaktuj się z nami pod adresem [email protected]

Bezpieczna płatność przez

Apple PayGoogle PayVisaMastercardPayPal
Uwielbiany przez podróżników na całym świecie

Tysiące rozpoczętych tras.
Mnóstwo opinii.

4.8 w App Store i Google Play. Oto kilka, do których wracamy.

starstarstarstarstar
To był solidny sposób na poznanie Brighton bez poczucia bycia turystą. Narracja miała głębię i kontekst, ale nie przesadzała.
starstarstarstarstar
Zacząłem tę trasę z croissantem w jednej ręce i zerowymi oczekiwaniami. Aplikacja po prostu idzie z Tobą, bez presji, tylko Ty, Twoje słuchawki i fajne historie.
download Pobierz aplikację

Słuchawki w uszach.
Wyjdź na zewnątrz.

Darmowe pobieranie. Trasy w każdym mieście. Zacznij w 60 sekund — bez konta, bez karty.

Download on the App StoreGet it on Google Play
starstarstarstarstar_half
4.8
AudaTours app icon
headphones
~ 4 min do startu pierwszej trasy
public
1000+ miast na świecie
all_inclusive
AudaTours
Unlimited

Każda trasa. Każde miasto. Jedna subskrypcja.

3101 tras2271 miast138 krajów50+ języków