Stoimy teraz przed Bispebryggen - dawną przystanią przy samym końcu Sølvberggata, w dzielnicy Østervåg w Stavanger. Dziś możecie tu zobaczyć pomnik Corneliusa Cruys - człowieka, który patrzy na nas lekko zamyślony, jakby chciał zapytać: „Macie trochę drewna do przewiezienia?” Bo opowieść o tym miejscu to... historia drewna, porządnych norweskich konfliktów i mnóstwa plotek, które przez wieki szumiały tu jak wiatr nad fiordem.
Wyobraźcie sobie rok 1627. Port żyje, ludzie targują się o pnie, sprzeczają o jakość opału, a po całej ulicy rozchodzi się woń świeżego drewna, zmieszanego z zapachem ryb i morza. Było tu takie zamieszanie, że aż jedna czwarta mieszkańców miasta korzystała z tej przystani! Wierzcie mi lub nie, ale w 1853 roku Bispebryggen była tak zatłoczona, że dom trzeba było kupić… tylko po to, żeby go zburzyć i zrobić więcej miejsca!
Nazwa Bispebryggen, czyli „biskupia przystań”, pojawia się już w XIV wieku i od samego początku rodziła plotki. Kto nią władał? Dlaczego biskup miał tutaj przystań, skoro oficjalnie rządził w innym miejscu? A może w tym miejscu już w średniowieczu rozgrywały się wielkie spory na temat tego, czy to właśnie Østervåg, czy może Vågen było prawdziwym sercem miasta? Niektórzy twierdzą, że sprawa drewna doprowadziła tu nawet do poważnych waśni. Wyobrażacie sobie kłótnie o opał - rzeczy poważniejsze niż odwieczny spór o to, kto pierwszy zostawił rękawiczki w przedsionku!
Czasem to miejsce nazywano nawet Konventbryggen, a potem przystanią Halvorsena, bo właściciele zmieniali się częściej niż pogoda w Stavanger. Ale jedno pozostało niezmienne - tętniący życiem port, który łączył ludzi, towary i historie. Macie ochotę usłyszeć jeszcze więcej tajemnic Stavanger? To ruszamy dalej!


