Stoisz teraz na Jorenholmen - miejscu, które budzi w Stavanger gorętsze dyskusje niż niedzielna rodzinna debata o pierogach z kapustą albo z mięsem! Przed Tobą stoi wielopiętrowy parking, o którym mówi się, że psuje widok na morze, ale za to możesz poczuć, jak tętni tu życie - samochody podjeżdżają, drzwi trzaskają. Wydaje się zwykły? Oj, Jorenholmen ma tyle historii, ile miejsce w bagażniku na rodzinne wakacje!
Wiesz, że dawniej była tu mała wyspa? Trzeba było przeprawiać się aż mostem zbudowanym jeszcze w XVIII wieku. Potem cieśnina została zasypana, a Jorenholmen wrosło w serce miasta. Było własnością miejskiego szpitala, a potem... zaczął się tu biznes! Już w XVII wieku szpital wydzierżawił działki, a przedsiębiorczy mieszkańcy stawiali pierwsze magazyny przy samym brzegu.
A co powiesz na stocznię, którą w 1819 roku założył niejaki Peder Valentin Rosenkilde? Tu powstała potężna barka „Norden”! Trochę dalej, w XIX wieku, pojawiały się też fabryki konserw i magazyny pełne ryb. Wyobraź sobie ten ruch w dawnych czasach: okrzyki robotników, skrzypiące beczki z solonym śledziem, a w powietrzu intensywny zapach wędzonej ryby.
Kiedy zasypano cieśninę, po obu stronach powstały dwie zatoczki: Tøgehålå i Sundtahålå. Ta druga to prawdziwe eldorado śledzi - tu przypływały łodzie pełne ryb, a ludzie ładowali beczki po brzegi. Była też otwarta przestrzeń na korę i stare magazyny. No i nie zapomnijmy o Jorenholmen Bad! Od końca XIX wieku aż do lat 70. był tu modny zakład kąpielowy z wannami błotnymi i sauną - norweskie spa na długo przed epoką wellness.
Kto by pomyślał, że stojąc tu dziś, można tak łatwo cofnąć się o kilka wieków. Współczesne samochody chowają się w parkingu, ale kiedyś to miejsce było domem rybaka, robotnika i miejskiego wygłupka. Trochę historii pod stopami, a Ty? Możesz być pewien, że przed Tobą jeszcze wiele niespodzianek na trasie!



