Aby znaleźć Kościół św. Piotra, wystarczy spojrzeć w kierunku dużej, czerwonej budowli z wysoką, zieloną wieżą - trudno ją przeoczyć, bo wyróżnia się na tle innych budynków!
Wyobraź sobie, że przenosimy się teraz o kilkaset lat wstecz, kiedy na tym wzniesieniu, nieopodal szumiącej Skolebekken, wśród pól i kamiennych dróżek, kręcili się mieszkańcy Stavanger. W XIV wieku król Magnus pomyślał sobie: „Hej, przydałby się tu nowy kościół!” - i tak narodził się pomysł zbudowania świątyni św. Piotra. Wyobraź sobie gwar ludzi idących do nowego kościoła, a zaraz obok - szpital, do którego przeganiały dzieci skrzaty z bólem brzucha („Chodź, Petrikirken na pewno pomoże!”).
Z czasem ten kościół, choć skromny, nabrał wyjątkowego znaczenia, bo nie tylko wznosiły się tu modlitwy, ale i szpitalne troski. W średniowieczu zdarzało się, że szpitalne domki stały w jednym rządku niczym grzyby po deszczu - a obok krążył pewnie zapach siana i zupy. W XVIII wieku szpital nadal działał pełną parą, a w jego cieniu słychać było śmiech pacjentów, głos księdza, a czasem nawet… stukot końskiej podkowy, bo księżowska służba miała swoje „auto służbowe” właśnie w postaci konia!
Ale miasto rosło, ludzi przybywało. Był taki moment, gdy stara świątynia i szpital zrobiły się za ciasne, a Stavanger zaczęło przypominać prawdziwą metropolię. Wtedy powstał ten kościół, przed którym stoisz, zaprojektowany przez nie byle kogo, bo samego architekta Fritza von der Lippe. Petrikirken jest nietypowa - bo jednocześnie monumentalna i swojska, jak wielki dom dla wszystkich mieszkańców. Może nie znajdziesz tu skarbca i zakurzonych zwojów, ale w murach tej świątyni dudni echem całe miasto: od dawnych modlitw po szpitalne opowieści - i kto wie, może nawet echo dawnych końskich kopyt!



