Przed Tobą wyrasta wyjątkowa bryła ze szkła i betonu, pełna geometrycznych kształtów i dużych przeszkleń - wypatruj nowoczesnego budynku z wieloma poziomami i charakterystycznymi, strzelistymi dachami, tuż za placem pełnym ludzi.
Wyobraź sobie, że stoisz dokładnie tam, gdzie kiedyś przez lata... była po prostu dziura! Serio - zanim powstał to piękne Sølvberget, mieszkańcy Stavanger mówili na to miejsce „Kulturhullet”, czyli „Dziura Kultury”. Było tam pusto, ponuro, a dzieciaki rozgrywały mecze wyobrażając sobie, że kopią piłkę po wielkim kraterze, w którym można zgubić nie tylko futbolówkę, ale i całą klasę! Ale zanim dojdziemy do tej słynnej dziury, cofnijmy się jeszcze kawałek dalej…
Już w 1927 roku Stavanger miał tu własne kinoteatr, który śmiało wyrastał ponad starą drewnianą zabudowę niczym betonowy ratusz dla filmowych marzycieli. Kino to przez lata było prawdziwą maszynką do zarabiania na filmy i popcorn - zarobione tu pieniądze pomagały budować miasto. W końcu w latach 30. radni miasta spojrzeli na Sølvberget z myślą: „A może by tak tu… postawić coś naprawdę wielkiego?” Ale plany kinowo-administracyjne przerwała… wojna.
Lata mijały, a w okolicy wyburzano budynki, by zrobić jeszcze więcej miejsca. Gdy z końcem lat 60. wszystko wciąż było nieuporządkowane, na miejscu powstał po prostu parking. Ale mieszkańcy nie odpuszczali, bo marzyli o czymś więcej niż o asfalcie i wycieraczkach - chcieli prawdziwego centrum kultury.
Wreszcie, w latach 70. zaczęła się projektowa burza mózgów, pobudzana przez architektów z Oslo - Lund & Slaatto. Dyskusje w urzędzie były gorące jak małe espresso, a prasa i zwykli ludzie spierali się, czy to się w ogóle uda. Na długie lata na środku miasta zrobiła się… nieużywana dziura. Przechodzący obok Stavangerczycy żartowali, że można tam zrobić podziemną bibliotekę albo kino z widokiem na korzenie sąsiadujących drzew!
Ale przyszła jesień 1986. Wreszcie czuć było, jak Stavanger oddycha z ulgą - nowa kinowa sala otwierała swoje drzwi. Rok później cały budynek już tętnił życiem. W środku znalazło się miejsce na bibliotekę, galerię sztuki, kulturowy plac, ale też restauracje, sklepy i sale do spotkań - jednym słowem: centrum miasta zaczęło pulsować kulturą do późna!
Projekt, w którym udało się wkomponować stare kino, zdobył prestiżowe nagrody za architekturę - miasto w końcu mogło pochwalić się czymś wielkim i nowoczesnym. Był tam nawet taki moment w historii, gdzie trzech różnych szefów miało własne rządy: jeden od kina, drugi od biblioteki, trzeci od reszty kultury. Dzień pracy musiał zaczynać się tu od jakiegoś „narady szefów”, najlepiej w kawiarni!
Ciekawostka - swoje biuro na Sølvberget ma dziś nawet międzynarodowe centrum pomagające prześladowanym pisarzom, no i słynne Kiellandsenteret. Książki? Cztery piętra! Parter to tętniące życiem miejsce, gdzie coś się zawsze dzieje do 21:00. Wyżej - literatura, komiksy, muzyka, lokalna historia. I nie trzeba już czekać, aż bibliotekarze otworzą drzwi - dzisiaj wystarczy karta, żeby nawet w środku nocy polować na ciekawostki!
Co roku, gdy przychodzi jesień, cała okolica zamienia się w festiwal literatury, wolności słowa i spotkań z pisarzami z całego świata. Może nie polecą tu iskry z powodu dyskusji, ale na pewno rozpalą się głowy i serca!
Tak więc, gdy dziś stoisz tu przed szkłem i betonem Sølvberget, pamiętaj: to nie tylko budynek. To przemyślana odpowiedź miasta na marzenia, dziury, a nawet wojny - i dowód na to, że z największych miejskich „dziur” może zakwitnąć coś naprawdę wyjątkowego!



