Stoisz właśnie przy dawnym Kanton Köln, miejscu, które dziś prawie nie pozostawia śladu po czasach największych tumultów i przemian w dziejach miasta, lecz wystarczy zamknąć oczy, aby wyobrazić sobie życie sprzed ponad dwustu lat. Posłuchaj - w powietrzu unosi się jeszcze echo francuskich rozkazów, brzęk assignat - chwilowej waluty, śmiech dzieci biegnących po bruku, i mroczne głosy niepewności mieszkańców.
Pod koniec XVIII wieku Kolonia była miastem, które straciło swoją dawną świetność. Wyobraź sobie wąskie uliczki pełne biednych ludzi, żebraków na każdym rogu i wielkie, zaniedbane domy czynszowe - kontrastujące z pałacami bogatych patrycjuszy pośród ogrodów. Wydaje się, że miasto zapadło w letarg, jakby doskwierał mu cień własnej przeszłości. W tym właśnie momencie, gdy mieszkańcy zmęczeni byli już głodem, kosztami wojennych kwaterunków i katastrofalnej powodzi, zza południowego zachodu nadeszły rewolucyjne wojska francuskie.
Jesień 1794 roku. Krążą plotki o niepowstrzymanym marszu armii generała Jourdan. Strażnicy na murach spoglądają niespokojnie, a rankiem miasto budzi się już do odgłosów obcego języka. Delegacja z burmistrzem Klespé i znanym drukarzem DuMontem spotyka Francuzów przy Hahnentor - tam symbolicznie przekazuje klucze do miasta. Potem wszystko zmienia się błyskawicznie: na Neumarkcie pojawia się drzewo wolności z czerwoną czapką jak z rewolucyjnych rycin, a ulice wypełniają ubrani na szaro żołnierze, których trzeba nakarmić i zakwaterować.
Pierwsze dni dają mieszkańcom złudzenie, że Francuzi pozostawią dotychczasowe zwyczaje. Jednak już wkrótce miasto zostaje podzielone na nowoczesny sposób: Kolonia staje się centralą jednego z francuskich kantonów, zarządzanych przez ludzi takich jak energiczny komisarz Rudler. Słyszysz? Nowe rozporządzenia wydrukowane są po francusku, na każdej czarnej tablicy magistratu wypisano Deklarację Praw Człowieka. Dawni rajcy - a także cechy i uniwersytet, które przez stulecia sterowały życiem miasta - rozwiązane zostają jednym podpisem. Studiowanie prawa czy medycyny odbywa się odtąd według francuskiego wzoru, choć wielu profesorów nie ukrywa goryczy.
Znikają klasztory i szkoły zakonne, a protestanci zyskują po raz pierwszy prawo obywatelskie. W Antoniterkirche odbywają się nabożeństwa obu wyznań. Przechadzający się tu kupiec żydowskiego pochodzenia, Salomon Oppenheim jr., otwiera właśnie swój pierwszy dom bankowy w Kolonii i stawia pierwsze kroki ku fortunie - fundament pod wielką żydowską gminę nowożytnych czasów.
A wyobraź sobie gwar w dawnym Hanseasaal, gdzie zamiast dworu i tajemniczych intryg rajców odbywają się teraz publiczne rozprawy w nowo założonym sądzie handlowym. Lokalne wołania o sprawiedliwość mieszają się z przemowami po francusku. Nad wszystkim czuwa świeżo zorganizowany magistrat, w którym ważną rolę odgrywają ludzie tacy jak Maximilian von Kempis - dawny przeciwnik arystokratycznych przywilejów, teraz lider przemian.
Zmiany odczuwa też szkolny gwar - francuski staje się językiem urzędowym, dzieci najbogatszych kupców uczą się go w centralnych szkołach, podczas gdy dzieci z przedmieść codziennie muszą maszerować do sąsiednich wiosek, bo na edukację w mieście ich jeszcze nie stać.
Nad tym wszystkim unosi się niepokój. Każdego dnia czujesz silny zapach świeżej farby, gdy zasłaniane są herby cech, a na czarnych tablicach wypisywane są przykazania nowego porządku. Po ulicach krążą żandarmi, dawni żołnierze rewolucji, na każdym rogu możesz ujrzeć cienie dawnych zakonników bez sutann. Nie wiadomo, czy spokojny wieczór nie zamieni się nagle w pobór do armii albo konfiskatę majątku.
A jednak ten chaos stworzył fundamenty nowoczesnej Kolonii: ujednolicone prawo, nowe sądy, swobodny handel, a także wolność wyznania i obywatelstwo dla każdego. Zmartwienie starców i ciekawość młodych, strach kupców i śmiałość bankierów - wszystko to tętniło tu, na terenie Kantonu Köln, przekształcając miasto w sposób, którego nawet najbardziej przewidujący burmistrzowie nie byli w stanie sobie wyobrazić. Stałeś się właśnie świadkiem jednego z najważniejszych rozdziałów w historii Kolonii.



