Znajdujesz się teraz przed domem Farina - miejscem narodzin najsłynniejszego zapachu Kolonii i najstarszej fabryki perfum na świecie, Johann Maria Farina gegenüber dem Jülichs-Platz. Jego znak rozpoznawczy to czerwona tulipanowa pieczęć, którą można spotkać na każdej flaszce tej legendarnej Eau de Cologne.
Wyobraź sobie miasto sprzed ponad 300 lat. Powietrze wypełnione było zapachem skórzanych wyrobów, dymu ze świec i końskich odchodów. Wśród tego wszystkiego, w 1709 roku, włoski emigrant Johann Maria Farina, wraz z bratem Johannem Baptistem, wynajął tu lokal i rozpoczął coś, co na zawsze zmieniło świat perfum. Byli pionierami; ich początki nie należały do najłatwiejszych, a interes kilkakrotnie balansował na krawędzi bankructwa. Farina prowadził skrupulatnie księgi zakupów, pierwszy wpis dotyczył wyłącznie materiałów do handlu galanterią i francuskimi wyrobami.
Dopiero w 1714 roku Johann Maria Farina zaczął eksperymentować z olejkami eterycznymi, tworząc swoją własną „Eau admirable”. O tym niezwykłym zapachu, sam Farina pisał do brata: „Wyobrażam sobie poranek we Włoszech po deszczu: cytrusy, kwiaty i zioła mieszają się w powiewie wiatru.” Był to zapach świeży i lekki - zupełnie inny od dotychczas popularnych ciężkich woni na bazie piżma i sandałowca. Kunszt Fariny polegał na umiejętnym mieszaniu esencji z różnych roczników, by zachować niezmienny aromat, niezależnie od kaprysów natury. W tym celu przechowywał próbki zapachów - dziś niektóre liczą sobie niemal 300 lat.
Eau de Cologne Fariny szybko podbiła świat. Początkowo sprzedawana tylko w Kolonii, wkrótce trafiła do Paryża, Wiednia, Londynu i Madrytu. W listach Farina wymienia swoich klientów: królowie, cesarzowe, artyści i filozofowie. Od Mozarta, przez Voltaire’a, Marię Teresę i Ludwika XV, aż po Napoleona, Goetego czy nawet Marka Twaina i… Billa Clintona w XX wieku - wszyscy ci ludzie stykali się ze słynną wodą kolońską stąd, z miejsca gdzie stoisz. To nie przypadek, że butelka Eau de Cologne była obowiązkowym elementem bagażu władców, artystów i wojskowych, zaś oficerowie francuskich armii każdą przesyłkę natychmiast wysyłali do swoich ukochanych.
Cenił Farinę nawet Napoleon. Kiedy opuszczał Kolonię, jego kamerdyner zanotował, że cesarz wyjeżdżał jedynie z taką ilością wody kolońskiej, jaka wystarczyłaby na długą podróż - całą resztę kazał starannie zapakować.
Eau de Cologne rozlewano do zielonych, smukłych butelek, tzw. rosolien. Najlepiej sprzedawały się połówki, choć można było kupić także ćwiartki i całe flakony. Każda przesyłka była zabezpieczona rodzinnym czerwonym lakiem i opatrzona instrukcją obsługi: woda kolońska miała nie tylko odświeżać - jej magiczny aromat rzekomo leczył ból, odświeżał oddech, a nawet pomagał w walce z chorobami zakaźnymi! O skuteczności tych opinii można dziś dyskutować, jednak już wtedy klientelę stanowili ludzie pragmatyczni i wymagający.
Od czasów założyciela firmę prowadzi nieprzerwanie rodzina Farina - dziś już ósme pokolenie. W 2003 roku w tym właśnie domu otwarto Muzeum Zapachu, gdzie można zobaczyć flakony, stare księgi rachunkowe i poznać fascynujące dzieje firmy, której wyroby ocaliły dekoracje balowe królowych i umiliły chwile filozofom. Oto historia, która pachnie świeżością cytrusów i nutą luksusu, osadzona tu, przy gwarze kolońskich uliczek, wśród szelestu starych pergaminów i stukotu kawowych filiżanek.



