Popatrz po lewej - to właśnie Uniwersytet Papieski Świętego Krzyża, w skrócie PUSC. Aż trudno uwierzyć, że historia tego miejsca zaczęła się nie tak dawno temu, bo dopiero w latach 80., co jak na rzymskie standardy to prawie wczoraj. Teraz wygląda całkiem niepozornie, ale tu rodzą się pomysły i dyskusje, które kształtują Kościół... no i nie tylko Kościół.
Pomysłodawcą tej uczelni był św. Josemaría Escrivá, założyciel Opus Dei. Chciał stworzyć centrum naukowe dla duchownych i świeckich z całego świata. Widział Rzym jako epicentrum refleksji nad wiarą, kulturą i tym, jak jedno przeplata się z drugim. W 1984 roku ruszył pierwszy ośrodek akademicki pod auspicjami Opus Dei, a z czasem, po kilku kolejnych krokach formalnych - i przy odrobinie watykańskiej biurokracji - przekształcił się w prawdziwy uniwersytet papieski w 1998 roku.
To nie jest jeden z tych miejsc, gdzie studenci leżą na trawie i żonglują frisbee. Uniwersytet ma tu cztery wydziały: teologię, filozofię, prawo kanoniczne oraz - co całkiem w duchu nowoczesnym - komunikację społeczną instytucjonalną. Można tu zdobyć tradycyjne stopnie od licencjatu po doktorat, ale nie myśl, że to tylko teologia i rozważania o świętych. Są specjalizacje o komunikowaniu się Kościoła ze światem, jest etyka, filozofia nauki, no i rzecz jasna dogłębne analizy prawa kościelnego. Rzym i debata idą tu w parze jak spaghetti i pecorino.
Uniwersytet działa w dawnym Pałacu Sant’Apollinare - ściany pamiętają tu jeszcze niemieckich i węgierskich alumnów, bo to kiedyś był ich kolegium. Miejsce na naukę wybrano więc nieprzypadkowo: trochę historii, dużo watykańskich koneksji... i oczywiście stare mury, bo w Rzymie nic nie jest naprawdę nowe.
Czy wiesz, że w bibliotece zgromadzono tu już ponad 209 tysięcy woluminów? Nie, nie liczyłem sam, ale podobno szybko gonią Bibliotekę Casanatense. Są tu wyjątkowe kolekcje, choćby księgozbiór filozofa Cornelia Fabro. A żeby ktoś nie pomyślał, że katolickie uniwersytety żyją tylko rozprawami sprzed kilku wieków, regularnie ukazują się tu naukowe czasopisma - znajdziesz tytuły od „Annales Theologici” po „Church, Communication and Culture”. Tylko z martwą literą prawa się tu nie rozmawia.
Każdego roku do Rzymu zjeżdżają z całego świata przyszli księża, diakoni, ale i świeccy studenci, przyjeżdżający tu na stypendia, które kiedyś wynosiły kilkadziesiąt dolarów miesięcznie, dziś to równowartość dobrego obiadu w centrum miasta. O ile nie zdecydujesz się tu studiować na stałe - co wymaga nieco więcej niż tylko gotowości do zwiedzenia kilku kościołów - możesz spokojnie podziwiać ten miks nowoczesności i tradycji z ulicy.
Także, jeśli czujesz powołanie - do nauki albo po prostu dobrej kawy w rzymskim cieniu - to miejsce można wpisać sobie na własną listę „must see”... a może nawet „must learn”, jeśli ktoś chce pogłębić filozoficzno-teologiczne rozważania przy espresso.
Gdy będziesz gotów, Oratorium św. Filipa Neri znajdziesz idąc na północ przez 7 minut.



