Patrz na narożnik Piazza di Pasquino, tuż przy murze Palazzo Braschi, gdzie zobaczysz poszarpaną, mocno zużytą marmurową rzeźbę - to nieznany wojownik, z twarzą skierowaną ku górze i fragmentem drugiej, prawie już niezauważalnej postaci pod jego dłonią.
Przed Tobą legendarny Pasquino - niepozorna, zniszczona statua, która przez kilka stuleci była najbardziej GŁOŚNYM krytykiem władzy w Rzymie. Chociaż dziś wygląda raczej na kto-tu-zostawił-ten-kamień, to w przeszłości mroczne noce rozbrzmiewały tutaj śmiechem i szeptami spiskowców. Ich orężem nie był miecz, ale słowo - przyczepione do szyi Pasquina. Powstawały „pasquinate” - anonimowe, często bezlitosne satyryczne wiersze, dzięki którym nawet papieże czuli się... cóż, mniej nieśmiertelni.
Sam Pasquino ma imię owiane mgłą plotek. Jedni sądzą, że ochrzczono go na cześć lokalnego fryzjera, inni - ironicznego szewca, jeszcze inni mówią o nauczycielu łaciny, którego uczniowie uznali, że statua wygląda jak on po ciężkiej nocy. No cóż, niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto choć raz nie spotkał rzeźby, która przypomina znajomego nauczyciela.
Odnaleziono go tu w 1501 roku podczas remontu ulicy i pałacu Orsini. Wszyscy chcieli się go pozbyć - był brzydki, obdarty, zupełnie nieprzydatny. Jednak wpływowy kardynał Carafa uznał, że coś w nim widzi, więc postawił go w tym kącie, dodał swoje godło i... statua została. Wtedy zaczęła się zabawa, która trwała przez pokolenia.
Papiestwo próbowało z Pasquinem walczyć na wszystkie sposoby. Jeden z papieży prawie wrzucił go do Tybru - powstrzymała go dopiero grupa mądrzejszych kardynałów, którzy zdali sobie sprawę, że z satyrą lepiej NIE zadzierać. Potem próbowano wprowadzać straże i kary śmierci dla twórców pasquinate - z mizernym skutkiem. Ludzie byli szybsi; a ich żarty, ostrzejsze od gladiusa.
Najwięcej wokół Pasquina działo się, gdy po mieście krążyły plotki o wyborach papieża - nikt nie był święty. O jednej pasquinate mówiło się tak głośno, że przetrwała całe wieki: „Quod non fecerunt barbari, fecerunt Barberini” - czyli „Czego nie dokonali barbarzyńcy, dokonali Barberini”. Dotyczyło to zuchwałej decyzji papieża Urbana VIII, który zdjął brąz z Panteonu, by Bernini mógł zbudować dla niego monumentalny baldachim. Czy autor był prostym Rzymianinem, czy dobrze opłacanym poetą? Dziś już nie dowiemy się, kto miał w tym rękę - pewne natomiast jest, że Pasquino stał się nieoficjalnym rzecznikiem wszystkich, którzy bali się własnym głosem powiedzieć „DOŚĆ”.
Jak to mówią miejscowi: „Pasquino gadał za wszystkich - i dla wszystkich”. Dziś już rzadko kto zostawia tu pasquinate, a jeśli już, trafiają na specjalną tablicę obok. Ale przez kilka stuleci ta statua była facebookiem, twitterem i... czasem nawet Trybunałem Konstytucyjnym w jednym.
Gotowy na kolejny przystanek? Kieruj się na południowy wschód przez 3 minuty, a dotrzesz do Pijarzy.



