Stoisz na skraju placu Plaça de Catalunya, ogromnego okrągłego kamiennego placu z centralnym motywem gwiazdy osadzonym w bruku i otoczonym wspaniałymi, okrągłymi fontannami.
Ta rozległa pięciohektarowa przestrzeń jest bijącym sercem nowoczesnej Barcelony, ale przez wieki była tylko nieutwardzonym kawałkiem ziemi za średniowiecznymi bramami miasta. W tamtych czasach Barcelona dusiła się za ciężkimi kamiennymi murami. Kiedy te mury ostatecznie zburzono w latach 50. XIX wieku, miasto desperacko pragnęło rozprostować nogi.
Doprowadziło to do powstania Planu Ensanche Ildefonsa Cerdy. Ensanche, termin oznaczający po prostu ekspansję, był masowym, opartym na siatce projektem urbanistycznym mającym na celu połączenie ciasnej Dzielnicy Gotyckiej z okolicznymi wioskami, całkowicie unowocześniając układ miasta.
Zabawne, że Cerdá nigdy nie planował tutaj placu. Chciał, aby nowe centrum miasta znajdowało się dalej. Ale miejscowi byli już przyzwyczajeni do zakładania targowisk na świeżym powietrzu i prowizorycznych teatrów na tej pustej ziemi. Po prostu odmówili odejścia, ostatecznie zmuszając miasto do zbudowania placu wokół nich. To było klasyczne starcie między sztywnymi planami architektonicznymi a nieuporządkowanymi, trwałymi nawykami ludzi.
Nawet tutejsza dzika przyroda ma dość zmanipulowaną historię. Zauważyłeś ogromną liczbę gołębi? Zostały w zasadzie wcielone do wojska. Tuż przed Wystawą Międzynarodową w 1929 roku szef straży miejskiej chciał, aby plac wyglądał jak wielki włoski plac. Według lokalnej legendy, on i jego ludzie wysypali ślad ziarna aż z parku po drugiej stronie miasta, wabiąc tu tysiące ptaków niczym współczesny Szczurołap.
Ale plac widział też znacznie mroczniejszą rzeczywistość. Podczas hiszpańskiej wojny domowej w latach 30. XX wieku duże budynki okalające ten plac stały się dosłownymi fortecami. W budynku Telefóniki operatorzy z anarchistycznego związku zawodowego, grupy politycznej opowiadającej się za społeczeństwem całkowicie wolnym od władzy państwowej, przejęli centrale telefoniczne. Kontrolowali całą komunikację w Katalonii i zasłynęli z odłożenia słuchawki podczas rozmowy z prezydentem Republiki, uznając jego telefony za błahe gadanie. Napięcie to przerodziło się w krwawy wewnętrzny konflikt wprost na tym bruku. Brytyjski pisarz George Orwell został faktycznie przygwożdżony tuż obok przez karabin maszynowy ustawiony wewnątrz litery O w neonie Hotelu Colón.
A tuż pod betonem kryje się kolejne wyblakłe marzenie. W 1940 roku przedsiębiorca wykorzystał opuszczone wojenne tunele, by otworzyć Avenida de la Luz, pierwsze w Europie podziemne centrum handlowe. Miało to być początkiem rozległego podziemnego miasta. Zamiast tego powoli niszczało przez dziesięciolecia, aż w 1990 roku zostało ostatecznie zamknięte.
Plac to miejsce, gdzie każda wielka wizja w końcu spotyka się z upartą rzeczywistością miasta. Teraz zostawmy za sobą tę szeroką, otwartą przestrzeń. Zmierzamy w gęste, pełne życia aleje Las Ramblas, kierując się w stronę naszego następnego przystanku, La Boqueria. To około dziewięć minut spacerem stąd.


