Spójrz w lewo - monumentalna, klasyczna fasada z ośmioma masywnymi kolumnami i trójkątnym frontonem to Panteon; jeśli go przegapisz, to pewnie dlatego, że Twoje oczy są zajęte polowaniem na espresso w pobliskiej kawiarni.
No dobrze... zatrzymaj się na chwilę i wyobraź sobie Rzym sprzed prawie dwóch tysięcy lat, gwar uliczny, mężczyzn w tunikach zamiast T-shirtów, i tłumy gromadzące się właśnie pod tym gankiem, by oddać hołd wszystkim bogom - bez pomijania żadnego, na wszelki wypadek. Panteon zawdzięczamy Markowi Agrypie, zięciowi cesarza Augusta - facetowi, który lubił działać z rozmachem. Pierwsza, skromniejsza wersja świątyni powstała już w 27 roku p.n.e. Ale najwyraźniej rzymscy bogowie mieli wybuchowy temperament, bo świątynię dwa razy dosięgł ogień. Dopiero cesarz Hadrian odbudował ją w obecnym kształcie, który z miejsca wywołał efekt „wow”.
Czym więc Panteon imponuje? Po pierwsze: kopuła. Dziś uznalibyśmy ją za coś w stylu „kosmicznego drona architektury”, bo wciąż jest największą na świecie wykonaną z nieuzbrojonego betonu. Ma prawie 44 metry średnicy - to mniej więcej tyle, ile boisko do piłki nożnej. Cała konstrukcja trzyma się wyłącznie dzięki nieprzeciętnym patentom inżynierskim. Im wyżej patrzysz, tym lżejsze użyto materiały - na górze dodano nawet kawałki wulkanicznego tufu i pumeksu. Do tego nad głową zieje olbrzymi „okulus” - dziura w kopule wielkości dziewięciu metrów, przez którą do środka wpada światło (i czasem deszcz, więc jeśli nagle zacznie padać - nie przejmuj się, Rzym zmywa kurz historii od wieków).
No i te kolumny - sprowadzano je prosto z Egiptu, po jednej sztuce na raz. Wyobraź sobie koszty transportu! W dzisiejszych dolarach, to dziesiątki milionów. Dla porządku: kiedy podniesiesz głowę, zobaczysz na frontonie napis „M AGRIPPA L F COS TERTIVM FECIT” - Agrypa nie był skromny, jego nazwisko musiało wybrzmieć na wieki.
Jest tu coś paradoksalnego: świątynia dla WSZYSTKICH bogów rzymskich przetrwała, bo... wpadła w ręce chrześcijan. W roku 609 cesarz wschodu, Fokas, podarował budowlę papieżowi Bonifacemu IV, który zaraz przemianował ją na kościół Santa Maria ad Martyres. Dzięki temu Panteon uniknął losu większości rzymskich zabytków, rozbieranych na części pierwsze do budowy innych budynków (Rzym to niezły recyklingowiec, prawda?).
Panteon to także największe „reality show” z czasów baroku. Gdy w XVII wieku papież Urban VIII uznał, że brąz z Panteonu lepiej się sprawdzi... jako armaty do Castel Sant’Angelo, rozeszła się po mieście plotka pełna sarkazmu: „Czego nie zrobili barbarzyńcy, zrobili Barberini” - wszystko przez rodzinę papieża. Nawet tutaj widać, że Rzymianie nie gubią poczucia humoru, nawet gdy ich historia opada w kawałkach do odlewni.
Jeśli masz ochotę wejść do środka - koniecznie popatrz w górę. Gra światła i cieni pod kopułą od prawie dwóch tysięcy lat robi na ludziach piorunujące wrażenie, dosłownie wbija w ziemię.
Gdy nacieszysz oczy, rusz na wschód - dojście do Santa Maria sopra Minerva zajmie Ci trzy minuty spacerem przez Piazza della Rotonda.



