Patrz przed siebie - wypatruj zaokrąglonej, portykowej fasady wzdłuż Corso Vittorio Emanuele II; Palazzo Massimo alle Colonne trudno pomylić z czymkolwiek innym, bo jego krzywizna dopasowana jest nie do kaprysu architekta, ale - jak to bywa w Rzymie - do starożytnego teatru zakopanego pod twoimi stopami.
No to czas na finał, a Rzym serwuje go w stylu: oto pałac, który wygląda, jakby projektował go ktoś, kto naprawdę NIE chciał prostych linii. Ten renesansowy majstersztyk wyczarował Baldassarre Peruzzi po 1532 roku dla rodu Massimo - nazwisko, które w rzymskich archiwach przewija się od średniowiecza. Ale nie myśl, że to, co widzisz, to ich pierwsze rodzinne gniazdko. Wcześniejszy pałac zdmuchnęło z powierzchni ziemi to, co włoska prasa mogłaby dziś określić jako „kryzys sytuacji nadzwyczajnej”, a historycy nazywają grabieżą Rzymu w 1527 roku.
Cały ten zespół pałacowy Massimich to istny labirynt, z odnogami i przejściami, co nie dziwi: mieści się na bardzo nieregularnej działce, a cała fasada… jest szeroka nie przez przypadek. Peruzzi musiał trochę „oszukiwać” perspektywą, żeby pałac nie wyglądał jak ciasna klitka, tylko robił wrażenie - i, no cóż, udało się. Co ciekawe, portyk - czyli ten elegancki rząd kolumn, pod którym teraz mogą się chronić przed deszczem całe tabuny turystów - to element rzadki w rzymskich pałacach. Papież pozwolił Massimim zachować swoje kolumny, kiedy wszystkim innym, z powodów niezbyt duchowych, kazał rozbierać portyki. Czemu? Rodzina Massimo miała wyjątkowe koneksje... i, powiedzmy szczerze, nie najgorszy kontakt z władzą świecką i kościelną.
A skoro mowa o kolumnach - nazwa „alle Colonne” nie wzięła się znikąd. Stoją tu, bo dom wybudowano na dawnych rzymskich ruinach: pod tobą leży Odeon Domicjana, czyli antyczny kryty teatr, z którego jedna kolumna została w XX wieku na nowo postawiona na pobliskim placu Massimi. W rodzinie Massimo wszystko kręci się wokół historii - i to nie byle jakiej: ich przodek Fabiusz Maksimus był bohaterem Rzymu, a sufit jednej z komnat malował sam Daniele da Volterra. O, daniele da Volterra - znany też jako „owinięty w spodnie”, bo to właśnie on zasłaniał roznegliżowanych świętych na freskach Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej...
W środku tego pałacu znajdziesz przepych rodem z najlepszych seriali historycznych: złote salony, schody, dzieła sztuki... Tyle że tam wstęp mają tylko wybrańcy, i to raz w roku, na 16 marca. Wtedy rodzina Massimo upamiętnia cud: oto w 1583 roku, na drugim piętrze, święty Filip Neri rzekomo przywrócił do życia ich syna, Pawła Massimo - chociaż tylko na chwilę, ale w tamtych czasach TAKIE cuda robiły karierę szybciej niż posty na Instagramie.
Ostatnia ciekawostka: obok Palazzo Massimo alle Colonne znajduje się Palazzo Massimo di Pirro - nazwa nie od hipopotama, tylko od monumentalnej statuy, którą przez wieki uważano za wizerunek Pyrrusa, króla Epiru i legendarnego wroga Rzymu. Okazało się, że to... rzymski bóg wojny, Maarte, dziś można go podziwiać w Muzeach Kapitolińskich.
Więc jeśli poczujesz, że gdzieś tu między kolumnami przechadzają się duchy dawnych senatorów albo podejrzanie eleganckich kardynałów - nie przejmuj się. To po prostu Rzym. Dziękuję za wspólną podróż!



