Żeby znaleźć Palazzo Aragona Gonzaga, spójrz w prawo na masywną, żółtawą fasadę z pięcioma dużymi oknami w rzędzie, dekorowanymi dziwnymi, bujnymi gzymsami - to ten imponujący budynek na samym rogu, zdecydowanie nie sposób go przeoczyć.
No dobrze, oto pałac, który ma tyle nazw, ile pięter. Palazzo Aragona Gonzaga, Palazzo Negroni, a jeszcze później Palazzo Galitzin… tak, można się tu pogubić. Każda rodzina, która miała przyjemność (i fundusze) być właścicielem tej rezydencji, dorzucała swoją cegiełkę - no i nazwisko - do tego niełatwego do rozgryzienia adresu. Dawniej to właśnie tu mieszkał kardynał Scipione Gonzaga - skądinąd typ, który nie tylko miał słabość do uczuć religijnych, ale byłby pewnie znany też jako koneser dobrego towarzystwa.
Bo czy to nie cudowne? W tych murach, mniej więcej wtedy, gdy Polska dopiero uczyła się, czym jest piernik, Scipione udzielał schronienia dwóm wyjątkowo barwnym lokatorom: kuzynowi, który stał się później świętym Alojzym, oraz samemu Torquatowi Tasso, poecie o wielkiej wrażliwości i równie wielkich problemach emocjonalnych. Tasso pisał tu listy, wiersze… i roztrząsał swoje dramaty osobiste, bo życie literata nigdy nie było łatwe. Alojzy - urodzony arystokrata, który rzucił fortunę (to było sporo, dzisiaj to jakieś kilka MILIONÓW dolarów, więc nie żadne drobniaki) - tu podjął decyzję o wstąpieniu do jezuitów. Można powiedzieć, że ten pałac widział niejedną poważną życiową rewolucję.
Architektonicznie? Spójrzcie dobrze - choć wydaje się prostokątny, tak naprawdę to nieregularny pięciokąt, bo architekt postanowił wykorzystać każdy fragment tego narożnika jak rasowy mistrz Tetrisa. Fasada wzorowana jest na słynnym Palazzo Farnese, ale zgrabnie ubarwiona barokowymi detalami, które dodano już w XVIII wieku, kiedy nowi właściciele chcieli się pochwalić własną wersją „lepszego pałacu”. Zmieniali się właściciele, zmieniał się wystrój, a sam pałac obrósł legendami i herbami - spójrzcie na głowy Murzyna czy emblematy ze strzałami, które świadczą o rodowej dumie Negronich.
Swoją drogą, na podwórku stoi jedna fontanna z wizerunkiem Matki Boskiej, którą zastąpiła wcześniejszą, prawdopodobnie zużytą przez konie. Tak, konie - bo przecież w renesansie dół tych wielkich rezydencji zajmowały zazwyczaj stajnie, służba i masa… rzeczy, których elegancki właściciel wolał nie oglądać po śniadaniu.
Dziś kancelarie, mieszkania, nikt z zewnątrz nie zobaczy już wnętrz. Ale możesz śmiało przystanąć i wyobrazić sobie, jak przez setki lat przewijały się tędy dramaty, marzenia i całe rodziny, które walczyły, żeby to właśnie ich nazwisko zostało na tabliczce przy bramie.
Kiedy będziesz gotowy, do Sant’Agostino, Rzym dzieli Cię tylko pięć minut spokojnego spaceru na południe.



