
Przyjrzyj się uważnie swojemu ekranowi, aby wyobrazić sobie serce tego zabytku, zapierającą dech w piersiach przestrzeń zdefiniowaną przez zamaszyste łuki z płytek ceramicznych, majestatyczne organy piszczałkowe okalające drewnianą scenę i spektakularną odwróconą kopułę z witrażem promieniującą z sufitu.
Stoisz przed Palau de la Música Catalana (Pałacem Muzyki Katalońskiej), absolutnym arcydziełem katalońskiego modernizmu. Zaprojektowany przez wizjonerskiego architekta Lluísa Domènecha i Montanera i zbudowany w latach 1905-1908, budynek ten został pomyślany jako siedziba ukochanego lokalnego towarzystwa chóralnego.
Domènech i Montaner słynął z uporu w kwestii swojej sztuki. Chciał zbudować lśniącą latarnię dla swojej kultury, odmawiając chodzenia na skróty nawet po stronie budynku, która wychodziła na wąską, ukrytą alejkę. Upierał się przy najwyższej jakości czerwonej cegle i misternie rzeźbionych filarach tam, gdzie prawie nikt by ich nie zobaczył. To bezkompromisowe zaangażowanie spowodowało, że budżet rozrósł się z 450 000 peset do ponad 900 000, co jest kwotą odpowiadającą dziś około czterem milionom dolarów. Towarzystwo chóralne miało ogromne trudności z pokryciem kosztów, ale ich poświęcenie dało miastu klejnot koronny.
Wnętrze jest tak przytłaczająco piękne, że odwiedzający czasami cierpią na syndrom Stendhala. To prawdziwy stan psychologiczny, w którym ekspozycja na intensywną, wspaniałą sztukę powoduje szybkie bicie serca i zawroty głowy. Ogromny witrażowy świetlik waży kilka ton i opada w dół jak świecące, wielokolorowe słońce... kąpiąc publiczność w eksplozji światła.
Ta wspaniała sala często służyła jako pole bitwy między ciężkimi cieniami historii a zaciekłym pragnieniem przetrwania kulturowego. W 1960 roku, podczas brutalnej dyktatury, władze zakazały śpiewania tutaj tradycyjnego hymnu katalońskiego. Kiedy jednak rozpoczął się koncert, publiczność śmiało wstała i mimo to go zaśpiewała. Młody lekarz został aresztowany i poddany torturom tylko za swoją rolę w proteście, jednak ta buntownicza pieśń odbiła się szerokim echem daleko poza tymi ścianami, wywołując polityczne przebudzenie w regionie.
Kilkadziesiąt lat później budynek stanął w obliczu zupełnie innego rodzaju zagrożenia. W 2009 roku ujawniono ogromny skandal korupcyjny. Skorumpowani menedżerowie wyprowadzili miliony euro z instytucji, a nawet użyli funduszy publicznych do organizowania wystawnych prywatnych wesel bezpośrednio w historycznej sali koncertowej. To była zuchwała zdrada.
Jednak społeczność nie pozwoliła, by ich ukochane sanktuarium popadło w ruinę. Kiedy majestatyczne organy piszczałkowe zamilkły po dziesięcioleciach niszczenia, zwykli obywatele i lokalne firmy połączyli siły, aby sponsorować poszczególne piszczałki, w pełni finansując ich skomplikowaną renowację. Bez względu na to, jak mroczne chwile wystawiały to miejsce na próbę, muzyka i wizja ludzi na lepszą przyszłość zawsze pchały je do przodu, w stronę światła.
Zachowajmy tego niezłomnego ducha w pamięci, ruszając dalej w stronę prawdziwego pomnika oporu, Pomnika Rafaela Casanovy, który znajduje się zaledwie siedem minut spacerem stąd.


