Z popiołów klasztorów po wielkie pawilony światowej sceny… najgłębsze blizny Barcelony bywają jej najważniejszymi pomnikami. Przeszliśmy dziś kawał drogi. I to w miejscu, które ma warstwy jak porządna katalońska tortilla.
Tuż obok siebie leżą ciężkie, milczące mury dawnego miasta i odważne linie katalońskiego modernizmu. Modernizm kataloński to taka miejscowa wersja secesji: dużo fantazji, falujących kształtów, cegły, żelaza i ambicji, żeby sztuka weszła w codzienność.
Miasto ciągle gra w przeciąganie liny. Stare nie daje się wymazać, a nowe uparcie stawia na większe i śmielsze. Słychać to w plusku fontann i jednostajnym szumie ulic… czuć w zapachu kamienia i prażonych migdałów z pobliskich straganów.
I właśnie tutaj Wystawa Światowa z 1888 roku ogłosiła, że Barcelona weszła w przyszłość, budując ceglane i żelazne monumenty na terenach dawnych starć. Wychodząc z parku, pamiętaj: idziesz po historii. Do następnego razu… odkrywaj dalej.


